Za śmierć syna, który pił z kierowcą tylko 20 tys. zł zadośćuczynienia
22 stycznia 2016
Kosmetyczka zapłaci odszkodowanie za poparzenie łydek podczas depilacji
26 stycznia 2016

Precedensowy wyrok: rekordowa rekompensata dla dziecka i rodziców

Wyrokiem Sądu Apelacyjnego w Warszawie po siedmiu latach zakończył się proces w sprawie nieprawidłowego przeprowadzenia porodu w jednym z mazowieckich szpitali. – Przyznana dziecku kwota 1,2 mln zł to wciąż górny pułap zadośćuczynienia w tego typu sprawach, ale z pewnością nie może być uznana za zbyt wysoką, zważywszy na realia – twierdzi radca prawny Jolanta Budzowska.

Przedmiotem postępowania były roszczenia rodziny uchodźców: niepełnosprawnego dziecka i jego rodziców, którzy przyjechali do Polski z kraju ogarniętego wojną, w nadziei na lepszą przyszłość dla swojego, mającego przyjść na świat, dziecka. W Polsce powodowie trafili do ośrodka dla uchodźców.

Ciąża powódki przebiegała prawidłowo, co potwierdziły wykonane badania. W trakcie porodu stan dziecka był okresowo monitorowany zapisem KTG. Gdy w pewnym momencie zapis ten zaczął się pogarszać, będący na sali porodowej lekarz, tzw. młodszy dyżurny, poprosił swojego zwierzchnika o konsultację i zgodę na wykonanie cesarskiego cięcia. Zgody takiej jednak nie otrzymał.

Lekarz pełniący funkcję szefa dyżuru zadecydował o kontynuacji porodu siłami natury i forsował poród tą drogą nawet wówczas, gdy zapis tętna płodu pozwalał stwierdzić, że dziecko umiera w łonie matki (w toku procesu biegły określił ów zapis KTG jako ”bradykardię preagonalną”). Ostatecznie dziecko zostało wydobyte za pomocą kleszczy, w stanie zamartwicy (0 punktów w skali Apgar); wymagało reanimacji, intensywnej terapii, a później wielokierunkowego leczenia i rehabilitacji.

Sytuację rodziny pogarszał fakt, że wobec nieuregulowanego początkowo statusu pobytu w Polsce, z opieki medycznej rodzina ta mogła korzystać tylko w bardzo ograniczonym zakresie. Powodowie nie mogli podjąć pracy umożliwiającej zapewnienie podstawowych potrzeb córki, a opieka i pielęgnacja tak ciężko chorego dziecka w warunkach ośrodka dla uchodźców była poważnie utrudniona. Dopiero po kilku latach zdołali, z pomocą Stowarzyszenia Interwencji Prawnej, pomyślnie zakończyć proces legalizacji pobytu i rozpocząć adaptację do samodzielnego życia w Polsce – w istniejących warunkach zdecydowanie niełatwą.

Córka powodów z uwagi na poważne uszkodzenie centralnego układu nerwowego (mózgu), mimo wielu starań podejmowanych przez jej rodziców (stosownie do ich możliwości), pozostała dzieckiem głęboko niepełnosprawnym fizycznie i intelektualnie. Do dnia dzisiejszego występuje u niej czterokończynowe porażenie: nie chodzi, nie siedzi samodzielnie, nie odwraca się na boki, a ponadto nie mówi i wymaga karmienia przez sondę.

W tych okolicznościach rodzice dziecka zdecydowali się na wytoczenie powództwa przeciwko szpitalowi, zarzucając mu błędy w prowadzeniu porodu. W procesie reprezentowały ich mec. Jolanta Budzowska i mec. Karolina Kolary z kancelarii BFP, zajmującej się błędami w sztuce medycznej.

Postępowanie dowodowe potwierdziło, że wyłączną winę za stan dziecka ponosi pozwany szpital, w tym przede wszystkim dyżurny położnik, który mimo ewidentnego (zdaniem biegłego sądowego położnika) zagrożenia dla dziecka i mimo konieczności zabiegowego ukończenia porodu w trybie pilnym nie wyraził zgody na sugerowaną przez młodszego lekarza procedurę cesarskiego cięcia.

Sąd I instancji uznał powództwo w tej sprawie za uzasadnione, zasądzając na rzecz dziecka zadośćuczynienie w kwocie 400 000 zł, a na rzecz matki i ojca dziecka odpowiednio – 70 000 zł i 30 000 zł (a nadto zasądzając odszkodowanie i rentę).

Wyrok został zakwestionowany przez obie strony. Pozwany szpital domagał się oddalenia powództwa w całości, powodowie – uwzględnienia ich roszczeń w pełnej zgłoszonej wysokości.

Jedno z zagadnień poddanych pod rozstrzygnięcie Sądu Apelacyjnego dotyczyło też roszczeń rodziców niepełnosprawnej powódki oraz tego, czy ich własna szkoda – wynikająca z naruszenia ich prawa do cieszenia się niezakłóconym życiem rodzinnym, do utrzymywania prawidłowych relacji w rodzinie i posiadania możliwości wychowania zdrowego potomstwa – również powinna zostać wynagrodzona. A zatem, czy w takiej sytuacji dobra osobiste rodziców podlegają ochronie prawa cywilnego.

Sąd Apelacyjny w Warszawie oddalił apelację strony pozwanej, uwzględnił zaś apelację powodów, ustalając wysokość należnego zadośćuczynienia na kwotę – w przypadku małoletniej powódki – 1,2 mln zł, a w przypadku jej rodziców na kwotę odpowiednio 300 tys. zł i 200 tys. zł. Skorygował również, zgodnie z żądaniem powodów, wysokość odszkodowania i renty.

Tym samym Sąd Apelacyjny uznał za słuszne roszczenia małoletniej powódki, jak również potwierdził zasadność dochodzenia na podstawie art. 448 k.c. zadośćuczynienia za naruszenie dóbr osobistych członków rodziny, w której relacje zostały zaburzone wskutek spowodowania poważnego uszczerbku na zdrowiu dziecka (wyrok Sądu Okręgowego Warszawa – Praga w Warszawie z dnia 25 kwietnia 2014 r., sygn. akt III C 377/09, wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z dnia 18 stycznia 2016 r., sygn. akt VI ACa 1405/14).

W doktrynie i orzecznictwie trwają spory na temat wysokości ”odpowiedniego” zadośćuczynienia w przypadkach błędów medycznych skutkujących najcięższymi konsekwencjami. Wciąż bywa kwestionowane prawo członków rodzin – pośrednio poszkodowanych – do rekompensaty z tytułu naruszenia dóbr osobistych, w przypadku gdy bezpośrednio poszkodowaną na skutek błędu medycznego jest osoba bliska – najczęściej dziecko, które jest niepełnosprawne na skutek przebiegu porodu.

Wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 18 stycznia 2016 roku rozstrzyga te wątpliwości na korzyść pacjenta i jego bliskich. Przyznana dziecku kwota 1,2 mln to wciąż górny pułap zadośćuczynienia w tego typu sprawach, ale z pewnością nie może ona być uznana za zbyt wysoką, zważywszy na realia.

źródło: rynekzdrowia.pl