Wypadek samochodowy – sprawdź, jak walczyć o odszkodowanie.
19 grudnia 2015
Wypadek komunikacyjny odszkodowanie
26 grudnia 2015

Jak dostać odszkodowanie za błąd medyczny

Zakażenie, zła diagnoza, nieudana operacja. Każdego roku w polskich szpitalach dochodzi do ponad 800 tysięcy* takich zdarzeń. Jeśli jesteś poszkodowanym pacjentem, nie musisz latami czekać na wyrok sądu i odszkodowanie. Możesz zgłoś się do komisji przy wojewodzie i dostać pieniądze w ciągu kilku miesięcy.

 

Szpital w województwie podlaskim zgodził się wypłacić rodzinie zmarłego pacjenta 220 tys. zł. Inny – na Śląsku – wypłacił 300 tys. zł, czyli maksymalną kwotę, jaką w takim wypadku przewidują przepisy. Warto więc, przynajmniej w niektórych przypadkach ubiegać się o odszkodowanie przed komisjami wojewódzkimi.

Dokąd się zgłosić?

Wojewódzkie komisje do spraw orzekania o zdarzeniach medycznych działają od stycznia 2012 roku. W założeniu miały ułatwić pacjentom lub ich rodzinom uzyskanie odszkodowania za błąd w leczeniu. Wcześniej jedyną drogą było złożenie w sądzie cywilnym pozwu przeciw szpitalowi. W sądach takich spraw przybywa, a zasądzone odszkodowania są coraz wyższe. Procesy jednak nieraz ciągną się latami, bo rozprawy odbywają się tylko raz w miesiącu, gdyż długo trwa oczekiwanie na opinie biegłych, a strony w nadziei na korzystny dla siebie wyrok składają coraz to nowe wnioski dowodowe. Postępowanie przed komisją jest krótsze i nie wymaga – o ile uważnie wypełnimy wniosek – pomocy prawnika.

W skład komisji w każdym województwie wchodzą lekarze, pielęgniarki, prawnicy oraz przedstawiciele rzecznika praw pacjenta. W każdym województwie bez względu na liczbę mieszkańców komisje liczą po 16 osób.

Przed komisją możemy domagać się odszkodowania, czyli wymiernego zwrotu kosztów, które ponieśliśmy z powodu błędu w leczeniu i zadośćuczynienia, mających charakter niewymierny (to „wycena” naszej krzywdy, np. urazu psychicznego, upokarzających sytuacji).

Komisje nie orzekają o winie konkretnego lekarza czy pielęgniarki. Stwierdzają tylko, czy doszło do zdarzenia medycznego, w wyniku którego chory został poszkodowany, czyli jego leczenie trwało dłużej, kosztowało go więcej, doznał trwałego uszczerbku na zdrowiu, a może nawet stracił życie.

Według przepisów zdarzenie medyczne to m.in. zakażenie, uszkodzenie ciała, rozstrój zdrowia i śmierć spowodowane leczeniem niezgodnym z aktualną wiedzą w którejś z dziedzin medycyny. Może to być błędna diagnoza, która stała się przyczyną niewłaściwego leczenie albo opóźniła zastosowanie właściwej terapii. Może to być także błąd podczas operacji czy wybór nieodpowiednich leków albo implantu (np. endoprotezy).

Komisje rozpatrują tylko przypadki dotyczące szpitali. Nie możemy więc złożyć wniosku o postawienie nam złej diagnozy lub wypisanie złych leków w przychodni.

Jak złożyć wniosek?

Wniosek do komisji może złożyć poszkodowany pacjent lub jego ustawowy przedstawiciel (np. w przypadku dziecka jedno z rodziców). Gdy w grę wchodzi śmierć chorego, wniosek może złożyć jego spadkobierca. W tym wypadku musi dołączyć do wniosku informację o zakończonym postępowaniu spadkowym, a jeśli spadkobierców jest więcej, także ich pełnomocnictwo do reprezentowania przed komisją.

Wniosek składamy do komisji w tym województwie, na którego terenie znajduje się szpital, w którym doszło do zdarzenia. Można go też wysłać pocztą. Ci, którzy sami pofatygują się do komisji, mogą jednak na tym zyskać, bo urzędnik od razu przejrzy dokumenty i zwróci uwagę na ewentualne błędy albo braki we wniosku.

Wniosek wraz z załącznikami należy złożyć w trzech jednakowych egzemplarzach. Wzory wniosków są dostępne na stronach internetowych niektórych urzędów wojewódzkich (na przykład śląskiego: http://www.katowice.uw.gov.pl/wdznnsoz/wojewodzka_komisja_ds_orzekania.html).

Jeśli nie mamy możliwości ściągnięcia wniosku z internetu, możemy przygotować dokumenty samodzielnie. Trzeba być bardzo uważnym przy sporządzaniu wniosku: brak wymaganych danych sprawi, że komisja nie będzie go w ogóle rozpatrywać. Na przykład w województwie pomorskim z prawie stu wniosków co piąty komisja odesłała nadawcom z powodu błędów formalnych.

Dokument musi zawierać: imię i nazwisko poszkodowanego pacjenta, jego datę urodzenia, numer PESEL albo serię i numer dokumentu stwierdzającego tożsamość, adres do korespondencji. Jeśli wniosek składa bliska osoba pacjenta, musi także podać swoje dane. Jeżeli wniosek dotyczy śmierci pacjenta, trzeba w nim umieścić dane wszystkich spadkobierców ze wskazaniem tego, który będzie reprezentował bliskich przed komisją.

Wniosek musi także zawierać adres szpitala. W tym wypadku także trzeba być bardzo uważnym, bo szpital może prowadzić firma z siedzibą w całkiem innym miejscu (w nomenklaturze urzędniczej taka firma to „podmiot leczniczy”, a sam szpital to „przedsiębiorstwo podmiotu leczniczego”). Wówczas należy podać adres tej firmy oraz adres samego szpitala, w którym doszło do zdarzenia.

Wniosek musi zawierać też uzasadnienie. Musimy więc opisać, w jaki sposób zostaliśmy poszkodowani; na przykład: czy zostaliśmy zakażeni, czy też błędnie postawiono nam diagnozę. Jakie były skutki błędu? Czy był to trwały uszczerbek na zdrowiu czy tylko dłuższe leczenie? Jakie w związku z tym ponieśliśmy koszty? Warto mieć na to dowody w postaci rachunków, np. z apteki lub za prywatne wizyty lekarskie.

Koniecznym elementem wniosku jest wskazanie, jakiego domagamy się odszkodowania. Z danych zebranych przez Biuro Rzecznika Praw Pacjenta wynika, że wiele osób o tym zapomina. Tymczasem dla komisji brak kwoty to powód do odrzucenia wniosku. Komisja zrobi to też wtedy, kiedy będziemy domagać się zbyt wiele. Na przykład w województwie małopolskim kilku wnioskodawców domagało się od szpitali miliona złotych. Jeśli uważamy, że należy się nam tak duża kwota, powinniśmy zrezygnować z postępowania przed komisją i udać się wprost do sądu. Przepisy określają bowiem precyzyjnie maksymalne kwoty odszkodowań, których możemy domagać się w postępowaniu przed komisją. W przypadku zakażenia, uszkodzenia ciała lub uszczerbku na zdrowiu to 100 tys. zł, a w przypadku śmierci – 300 tys. zł. Do wniosku należy dołączyć dowody na opisane zdarzenie, np. dokumentację medyczną, kopie recept.

Komisja orzeka tylko, czy istotnie zostaliśmy poszkodowani. Dopiero potem szpital lub firma, w której jest ubezpieczony, proponuje kwotę odszkodowania.

Jeśli komisja odrzuci nasz wniosek, możemy zwrócić się do niej o ponowne jego rozpatrzenie. Nieraz odnosi to skutek, o czym świadczą dane zebrane przez rzecznika praw pacjenta. Wynika z nich, że w ciągu dwóch lat pacjenci złożyli 253 wnioski o ponowne rozpatrzenie. W 93 przypadkach eksperci, którzy wcześniej uznali, że pacjent nie został poszkodowany, przyznali mu jednak rację.

Ile dostaniesz?

Nasz wniosek nie będzie rozpatrywany, o ile nie wpłacimy na rachunek urzędu wojewódzkiego 200 zł. Numer rachunku znajdziemy w internecie na stronie właściwego urzędu wojewódzkiego.

Jeśli komisja uzna, że nie doszło do zdarzenia medycznego, zapłacimy także za opinię biegłych, podróż i nocleg oraz utracone zarobki osób wezwanych przez komisję jako świadków. Na ogół to koszt rzędu kilkuset złotych (nie licząc dwustu za samo złożenie wniosku). Jeżeli natomiast komisja uzna, że do zdarzenia doszło, wszystkie te koszty poniesie szpital, także w przypadku, kiedy nie zgodzimy się na kwotę odszkodowania, którą nam zaproponował.

Z danych zebranych przez Biuro Rzecznika Praw Pacjenta wynika, że rażąco niska kwota odszkodowania to najczęstsza przyczyna odmowy przyjęcia odszkodowania. Przykładów jest wiele. Szpital w województwie świętokrzyskim za błąd, po którym trzeba było pacjentowi amputować rękę, chciał wypłacić tylko 5 tys. zł. Szpital w Wielkopolsce za uszkodzenie ciała zaproponował choremu 1,5 tys. zł, a szpital na Dolnym Śląsku za śmierć dziecka zaledwie złotówkę. Pacjenci i ich rodziny czują się tym upokorzeni, tymczasem szpitale po prostu wykorzystują lukę w przepisach: nie mówią one bowiem nic o minimalnej kwocie odszkodowań.

Przyczyną jest to, że większość szpitali nie kupuje dodatkowej polisy ubezpieczeniowej od zdarzeń medycznych. Polisy miały być dla szpitali obowiązkowe. Szybko jednak się okazało, że są bardzo drogie (np. 700-800 tys. zł dla placówki z wieloma oddziałami zabiegowymi, gdzie ryzyko błędu jest najwyższe). Ministerstwo pod naciskiem dyrektorów szpitali wykreśliło więc ten przepis.

Teraz szpital bez dodatkowej polisy musi odszkodowanie wypłacić z własnego budżetu. Dyrektorzy wolą więc odłożyć taką wypłatę jak najdalej w czasie i proponują poszkodowanym chorym kwoty, o których z góry wiedzą, że zostaną odrzucone i sprawa trafi do sądu. To dla szpitala korzystna sytuacja, nawet jeśli wyrok sądu będzie zgodny z opinią komisji. Odszkodowanie wówczas wypłaci bowiem pacjentowi firma, w której szpital kupił polisę od odpowiedzialności cywilnej. A OC jest dla wszystkich lecznic obowiązkowe.

Krystyna Barbara Kozłowska, rzeczniczka praw pacjenta, chciała zmian w przepisach. Jej zdaniem odszkodowanie proponowane, po tym jak komisja stwierdzi, że doszło do zdarzenia medycznego, powinno wynosić co najmniej 50 proc. maksymalnej kwoty określonej w rozporządzeniu ministra, czyli w przypadku uszczerbku na zdrowiu 50 tys. zł, a w przypadku śmierci – 150 tys. zł. Ministerstwo Zdrowia nie zgodziło się jednak na taką nowelizację. Resort tłumaczył, że jeśli pacjentowi nie podoba się za niskie odszkodowanie, może iść do sądu. Pomysł na określenie minimalnej wartości szkody budził jego zdaniem wątpliwości, bo każdy przypadek jest inny i powinien być rozpatrywany indywidualnie. Trwały uszczerbek na zdrowiu w postaci utraty palca to przecież nie to samo co strata nogi.

Cała sprawa wygląda jednak tak, jakby ministerstwo samo popsuło własne przepisy. Komisje miały przecież umożliwić pacjentom pominięcie długich procesów w sądzie. Tymczasem resort najpierw zwolnił szpitale z obowiązku wykupienia dodatkowej polisy ubezpieczeniowej i teraz sam odsyła pacjentów do sądów. Przed złożeniem wniosku w komisji warto więc sprawdzić, czy szpital, w którym zostaliśmy poszkodowani, ma polisę od zdarzeń medycznych. W ten sposób możemy zaoszczędzić wiele czasu. W przypadku szpitali publicznych nie powinno być problemu z uzyskaniem tej informacji, ponieważ obowiązują je przepisy o dostępie do informacji publicznej. Nie mogą się więc w tym wypadku zasłaniać tajemnicą przedsiębiorstwa.

Pilnuj terminów

Przy składaniu wniosku do komisji ważne jest przestrzeganie terminów. Wniosek możemy złożyć maksymalnie do roku od dnia, w którym dowiedzieliśmy się, że zostaliśmy poszkodowani, bo zakażenie, uszkodzenie ciała lub utrata zdrowa nastąpiły z powodu złej diagnozy lub innego błędu w leczeniu. Od samego zdarzenia nie może upłynąć więcej niż trzy lata (mogą być to tylko zdarzenia, które miały miejsce po tym, jak komisje zaczęły pracę, czyli po 1 stycznia 2012 roku). Trzy lata obowiązują także w przypadku śmierci chorego – toczące się postępowanie spadkowe zgodnie z przepisami nie może mieć wpływu na wydłużenie tych terminów.

O ile osoba, która składa wniosek, musi ściśle przestrzegać terminu, o tyle komisjom często się to nie udaje. Na ogół wydłuża się on o kilka, kilkanaście tygodni, ale są przypadki i dziewięciomiesięcznych opóźnień. Powodów jest kilka. Po pierwsze, jak już pisaliśmy, we wszystkich województwach komisje liczą po 16 osób, jednak liczba spływających wniosków jest bardzo różna. W większych województwach jest ich, rzecz jasna, więcej. Przykład: na Mazowszu, które ma ponad 5 mln mieszkańców, w latach 2012-13 złożono 227 wniosków, a w województwie lubuskim, w którym mieszka tylko nieco ponad milion osób, było ich zaledwie 34.

Siłą rzeczy w mniejszych województwach wnioski rozpatrywane są szybciej, a w większych komisje na ogół nie dotrzymują czterech miesięcy terminu, który mają na ich rozpatrzenie. To ma się zmienić i w większych województwach komisje zostaną poszerzone. Ministerstwo Zdrowia przygotowało już odpowiednie zmiany w przepisach, ale na razie nie wiadomo, kiedy wejdą one w życie.

W przygotowaniu są też inne zmiany, które mają usprawnić działanie komisji. Nie trzeba będzie zwoływać posiedzenia całej komisji, by rozpatrywać wnioski pod względem formalnym. Wprowadzony zostanie wszędzie jednolity regulamin i jednolite stawki dla członków komisji.

Inna przyczyna opóźnień w pracach komisji to skomplikowany charakter sprawy i długi czas oczekiwania na opinie biegłych, czyli dokładnie ten sam powód, dla którego sprawy w sądach ciągną się tak długo. O wydanie opinii komisje najczęściej zwracają się do konsultantów wojewódzkich. Z tym też jednak są kłopoty. Komisja w województwie warmińsko-mazurskim jako powód opóźnień podaje zmianę na stanowisku jednego konsultanta i konflikt interesów u innego konsultanta (wniosek dotyczył szpitala, w którym pracuje). Zdarza się też jednak, że komisja idzie na rękę pacjentowi. Wydłuża postępowanie, bo ten nie może stawić się przed nią w terminie. Na przykład dlatego, że w związku z doznaną w jednym szpitalu krzywdą jest właśnie na leczeniu w innym…

*wyliczenia Ministerstwa Zdrowia 

Prawnik radzi. Gdy masz szanse na dużą kwotę, idź do sądu 
Katarzyna Fortak-Karasińska**
Choć od 2012 roku znacznie wzrosła liczba wniosków składanych do komisji wojewódzkich, nie ubyło wcale spraw w sądach. Dzieje się tak dlatego, że szpitale proponują pacjentom zbyt niskie odszkodowania, bo nie mają dodatkowej polisy ubezpieczeniowej od zdarzeń medycznych. Dlatego jeśli doznaliśmy dużej szkody, a błąd był ewidentny, lepiej iść ze sprawą prosto do sądu. Z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że odszkodowanie będzie wówczas znacznie wyższe od proponowanego przez szpital w postępowaniu przed komisją.Natomiast przy mniejszych szkodach dla wielu pacjentów postępowanie przed komisją może być momentem weryfikacji. Wydaje ona bowiem decyzje na podstawie opinii biegłych i nawet jeśli później pacjent uzna, że odszkodowanie zaproponowane przez szpital jest za małe, ma już na poparcie swoich roszczeń decyzję komisji.To ważny argument przy składaniu pozwu w sądzie.
**z kancelarii Fortak & Karasiński specjalizującej się w sprawach medycznych<br

Sprawy pacjentów w liczbach 

1937 wniosków o odszkodowanie złożyli dotąd w komisjach pacjenci lub rodziny poszkodowanych chorych w całej Polsce. W 2012 roku, kiedy komisje rozpoczęły działalność, było ich około 400. Rok później już grubo ponad tysiąc. Od stycznia 2012 do czerwca 2014 roku komisje w województwach miały już 4,5 tys. posiedzeń.
754 wnioski (38 proc. złożonych) komisje odesłały nadawcom, ponieważ nie zapłacili za złożenie wniosku albo zawierały one błędy formalne. Zdarzają się jednak one coraz rzadziej. W tym roku od stycznia do czerwca złożono 448 wniosków, z czego odesłano 106.
777 postępowań przed komisjami zostało już zakończonych.
262 razy komisje orzekły, że pacjenci zostali istotnie pokrzywdzeni. W 439 uznano, że nie doszło do zdarzenia medycznego, a pozostałe sprawy umorzono.
413 pacjentów odwołało się od pierwszego orzeczenia komisji o braku zdarzenia medycznego. W 144 przypadkach odwołania okazały się skuteczne i komisje przyznały, że chorzy jednak zostali skrzywdzeni. 234 odwołania jeszcze czekają na rozpatrzenie.
Nie wiadomo dokładnie, w ilu przypadkach pacjenci zgodzili się na kwoty proponowane przez szpitale lub ich firmy ubezpieczeniowe. W woj. lubuskim, gdzie komisja ma najmniej pracy, nie było dotąd ani jednej wypłaty, za to w województwach, w których komisje mają najwięcej pracy, nie zbiera się takich danych. Danych ogólnopolskich nie ma też więc Biuro Rzecznika Praw Pacjenta. Znane są jednak bardziej szczegółowe informacje z kilku województw o przyjętych i odrzuconych przez pacjentów propozycjach odszkodowania. Pokazują, że często pacjenci godzą się na mniejsze kwoty niż te, których początkowo żądali.

Przykłady z województw 

Małopolskie 
Jeden z pacjentów przyjął 10 tys. zł odszkodowania za zakażenie bakterią Enterococcus faecalis. Inny zgodził się na 5 tys. zł za zakażenie operowanego miejsca gronkowcem, choć w efekcie zachorował na sepsę. 23 750 zł zaproponował szpital, w którym pacjent przeszedł laparoskopową operację usunięcia pęcherzyka żółciowego, podczas której doszło do przebicia jelita cienkiego. Efektem były ciężkie powikłania łącznie z ropnym zapaleniem otrzewnej. Pacjent zgodził się na taką kwotę odszkodowania.
Opolskie
Pacjent żądał 10 tys. zł za uszkodzenie nerwu podjęzykowego (może prowadzić do porażenia języka i trudności w przełykaniu). Szpital zaproponował jednak tylko 3750 zł.
Chory zgodził się na taką sumę. Dwóch innych pacjentów odrzuciło propozycje szpitali. Jeden domagał się 30 tys. zł za uszkodzenie ciała i uszczerbek na zdrowiu. Szpital chciał mu zapłacić tylko 2,5 tys. zł. Drugi żądał 50 tys. zł za zbyt ciasno założony gips (skutkiem jest trwały uszczerbek na zdrowiu). Szpital zaproponował mu jednak tylko 500 zł.
Dolnośląskie
W dwóch przypadkach rodzina zgodziła się na odszkodowanie za śmierć pacjenta: jedna na 150 tys. zł, druga na 20 tys. zł.
Odrzuconych zostało tu aż 14 propozycji szpitali. Rodzina jednego ze zmarłych nie zgodziła się na 110 tys. zł, bo chciała 300 tys.
W innych przypadkach chodziło o rażąco niskie kwoty za śmierć, m.in. 10 tys. zł, 500 zł albo 1 zł. Pacjenci, u których doszło do uszkodzenia ciała, odrzucili propozycję wypłat w wysokości 1250 zł albo 1915 zł. Jedna osoba nie zgodziła się na 30 tys. zł za rozstrój zdrowia.
Zachodniopomorskie 
Pacjent żądał 30 tys. zł za uszczerbek na zdrowiu, ale zgodził się na odszkodowanie w wysokości 20 tys. zł. Inny chory chciał 50 tys. zł za uszkodzenie ciała, ale potem zgodził się na 20 tys. zł. Jeszcze inny chciał 100 tys. zł, a przyjął ostatecznie sumę aż dziesięciokrotnie niższą. Tylko w jednym przypadku szpital wypłacił tyle samo, ile żądał poszkodowany, u którego doszło do uszkodzenia ciała (100 tys. zł).
Dane ze Szczecina pokazują też, że gdy szpital ma wykupioną polisę, kwoty odszkodowań nie są tak okrągłe, bo firma ubezpieczeniowa ma własne algorytmy do wyceny szkody. I tak pacjent, który żądał 100 tys. za uszczerbek na zdrowiu, zgodził się, by PZU wypłaciło mu 83,5 tys.
W innym przypadku za uszkodzenie ciała chory też chciał 100 tys., ale PZU wypłaci mu tylko 36,5 tys. zł.

źródło: wyborcza.pl