Zobacz, jak uzyskać odszkodowanie od sprawcy wypadku drogowego
2 stycznia 2016
Pacjenci zatruci jedzeniem w szpitalu mogą wnieść pozew zbiorowy
8 stycznia 2016

Dzieci spowodowały wypadek nieubezpieczonym autem, zapłacą za to jako dorośli.

Nawet lekkomyślny nastolatek musi mieć świadomość, że kupno samochodu wiąże się z obowiązkiem jego zarejestrowania i ubezpieczenia się od odpowiedzialności cywilnej za szkody mogące powstać w związku z jego ruchem.

 

Tak Sąd Apelacyjny w Katowicach uzasadnił wyrok, w którym obciążył trzech młodych mężczyzn obowiązkiem zwrotu wysokich kosztów, jakie Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny musiał ponieść w związku ze spowodowanym przez nich sześć lat temu wypadkiem samochodowym (wyrok z 2 lipca 2015 r., sygn. akt I ACa 247/15).

Chcieli się zabawić

Był maj 2009 r. Adam B., Bartosz K. i Marek P. dowiedzieli się, że Waldemar J. (imiona zmienione) może im sprzedać samochód, który stoi u niego nieużywany. Pojechali do niego i za 60 zł kupili auto. Pieniądze miał tylko Adam B. i to on wręczył je Waldemarowi J. Żadnej umowy nie spisano. Waldemar J. wydał chłopakom auto i kluczyki, bez dowodu rejestracyjnego, ponieważ samochód został wyrejestrowany 3 lata wcześniej. Chłopcy uruchomili samochód i ruszyli w stronę pobliskiego miasteczka. Kierował Adam B., a Bartosz i Marek byli pasażerami. Żaden z nich nie miał prawa jazdy. Chcieli pojeździć samochodem, pojechać nad rzekę, nie zastanawiali się, co się stanie później z samochodem, kto go będzie użytkował ani kto go będzie przetrzymywał.

W miasteczku Adam B. potrącił dwie piesze prawidłowo idące poboczem jezdni. Obie doznały rozległych obrażeń ciała. Kierowca i jego koledzy uciekli z miejsca zdarzenia. Do spowodowania wypadku przyznali się następnego dnia. Samochód odebrał z policyjnego parkingu Waldemar J.

Z regresem po latach

Poszkodowane kobiety zgłosiły wniosek o naprawienie szkody. Na mocy wyroku Sądu Rejonowego Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjnym wypłacił im świadczenia wraz z odsetkami, w sumie ponad 203 tys. zł. Kilka lat po wypadku UFG wezwał dorosłych już sprawców szkody do zwrotu tej kwoty. Prawo do regresu wywodził z art. 110 ust. 1 ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych, Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym i Polskim Biurze Ubezpieczycieli Komunikacyjnych. Przepis ten stanowi, że z chwilą wypłaty przez Fundusz odszkodowania, sprawca szkody i osoba, która nie dopełniła obowiązku zawarcia umowy ubezpieczenia obowiązkowego, są obowiązani do zwrotu Funduszowi spełnionego świadczenia i poniesionych kosztów.

Sprawa ponownie trafiła do sądu, bo sprawcy nie chcieli dobrowolnie płacić UFG. W postępowaniu upominawczym Sąd Okręgowy w Bielsku-Białej nakazał pozwanym, aby zapłacili solidarnie żądaną przez UFG kwotę wraz z ustawowymi odsetkami. Dwóch z nich wniosło sprzeciw. Adam B. argumentował, że w dniu wypadku był dzieckiem i nie rozumiał znaczenia swojego postępowania. Bartosz K. podniósł zaś, że nie był posiadaczem auta nie miał żadnego wpływu na zaistnienie wypadku, bo nie on kierował. Marek P. nie wniósł sprzeciwu w terminie, dopiero potem, w procesie sądowym, powtórzył argumenty kolegów. Wszyscy trzej zaprzeczyli, by stali się właścicielami lub posiadaczami samochodu.

Młodość i głupota

Rozpatrujący sprawę Sąd Okręgowy ustalił, że w chwili wypadku Adam B. i Marek P. mieli po 16 lat. Bartosz K. skończył 17 lat. Wszyscy trzej źle się uczyli i sprawiali problemy wychowawcze. Biegli określili ich jako lekkomyślnych, nastawionych na doraźne zaspokajanie swoich impulsów, nie przewidujących skutków decyzji o zakupie samochodu.

W ocenie Sądu w chwili wypadku pozwani nie mieli pełnej zdolności do czynności prawnych. Nie mogli zatem samodzielnie zawrzeć umowy ubezpieczenia OC za szkody związane z ruchem pojazdu.

– Skoro obowiązek zawarcia umowy ubezpieczenia obowiązkowego nie mógł być przez nich wykonany, nie można przyjąć, że ich obciążał, to zaś wyklucza ich odpowiedzialność z tego tytułu wobec powoda – uznał Sąd.

Jego zdaniem, nawet gdyby taki obowiązek ich obciążał, to odpowiedzialność Adama B. oraz Bartosza K. byłaby wyłączona ponieważ, z powodu niskiego potencjału umysłowego, nie mieli świadomości, że po zakupie auta należy się ubezpieczyć. Kierowali się chęcią zaspokojenia doraźnej przyjemności i nie przewidywali skutków decyzji o zakupie samochodu. Innymi słowy w dniu wypadku znajdowali się w stanie wyłączającym świadome albo swobodne powzięcie decyzji i wyrażenie woli, a to skutkuje brakiem ich odpowiedzialności za szkodę w tym stanie wyrządzoną.

Winny zbywca

Niepoczytalność wyłączała także, w ocenie Sądu, odpowiedzialność Adama B. jako kierowcy i sprawcy szkody. Chociaż bowiem chłopak nie miał deficytów intelektualnych, to jego sfera emocjonalna i charakter zachowań wskazywały na skłonność do podejmowania działań nieprzemyślanych. Nie obejmował on świadomością możliwości spowodowania wypadku i wyrządzenia szkody.

Z tych powodów Sąd Okręgowy oddalił powództwo UFG uznając, że szkoda powstała wyłącznie z winy osoby trzeciej, za którą nastoletni chłopcy, jako posiadacze samoistni auta, nie ponosili odpowiedzialności. Tą osobą miał być Waldemar J., który wydał im samochód i pozwolił nim odjechać, chociaż wiedział, że pozwani byli jeszcze dziećmi i nie mieli uprawnień do kierowania samochodami.

Bezmyślni, ale poczytalni

UFG wniósł apelację zarzucając wyrokowi naruszenie lub obrazę wielu przepisów kodeksu cywilnego, kodeksu postępowania cywilnego oraz ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych, Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym i Polskim Biurze Ubezpieczycieli Komunikacyjnych. Sąd Apelacyjny przyznał Funduszowi rację.

Przede wszystkim zauważył, że jeden z pozwanych nie złożył w terminie sprzeciw od nakazu zapłaty, więc wobec niego nakaz się uprawomocnił. Postępowanie z udziałem Marka P. było zatem niedopuszczalne, a wydany wyrok – nieważny w zakresie, w jakim go dotyczył. Dlatego apelacja mogła być merytorycznie rozpatrywana tylko w części dotyczącej Adama B. i Bartosza K.

W ich sytuacji prawnej istniała jednak zasadnicza różnica: o ile Bartosz K. mógł ponosić odpowiedzialność względem UFG wyłącznie jako współposiadacz samochodu, o tyle Adam B. odpowiada także jako bezpośredni sprawca wypadku, a więc na zasadzie winy, na podstawie art. 415 kodeksu cywilnego. Sąd Apelacyjny nie zgodził się bowiem z Sądem Okręgowym, że w chwili wypadku Adam B. był niepoczytalny. Wprawdzie z opinii biegłego wynikało, że chłopaka cechowała bezmyślność, bezrefleksyjność i niedojrzałość, ale nie miał on deficytów intelektualnych, które uniemożliwiałyby mu rozeznanie znaczenia swego czynu. UFG mógł zatem skutecznie kierować do niego, jako do sprawcy szkody i osoby, która nie wykupiła OC, roszczenie o zwrot świadczeń wypłaconych poszkodowanym kobietom.

Niepełnoletniość nie zwalnia z OC

Sąd Apelacyjny uznał też – wbrew wywodom Sądu Okręgowego – że niepełnoletniość pozwanych nie zwalniała ich od obowiązku zawarcia umowy ubezpieczenia OC. Potrzebne do tego oświadczenie woli mogli bowiem złożyć ich przedstawiciele ustawowi, gdyby uznali to za stosowne.

– W miarę rozwinięty siedemnastolatek (a tyle lat liczył pozwany K. w dacie zakupu samochodu), nawet lekkomyślny i swobodnie traktujący normy społeczne i prawne, musiał mieć świadomość nie tylko tego, że samochód musi mieć potwierdzoną dokumentem ważną rejestrację, ale i tego, że istnieje obowiązek ubezpieczenia się od odpowiedzialności cywilnej za szkody mogące powstać w związku z jego ruchem – stwierdził Sąd.

Jego zdaniem teza, że do wypadku doszło z winy Waldemara J., który zbył pozwanym samochód i wydał go im bez dokumentów, jest zbyt daleko idąca. – Niewątpliwie postępowanie  J. należy oceniać krytycznie, z pewnością jednak nie było ono wyłączną przyczyną wypadku – podkreślił Sąd.

Sąd uznał, że zarówno pozwany B., jak i pozwany K. winni zwrócić UFG żądaną kwotę. Obowiązek ten obciąża solidarnie ich dwóch, ale także Marka P., wobec którego uprawomocnił się nakaz zapłaty wydany w postępowaniu upominawczym.

Co do wysokości roszczenia, Sąd Apelacyjny uznał, że żądanie UFG było usprawiedliwione w zakresie realnie wypłaconego pokrzywdzonym odszkodowania i zadośćuczynienia w łącznej wysokości nieco ponad 200 tys. zł. Nieusprawiedliwione było żądanie zwrotu odsetek, jakie UFG musiał zapłacić za to, że opóźniał spełnienie świadczenia. Do takich wydatków nie doszłoby bowiem, gdyby Fundusz wypłacił poszkodowanym całą należność dobrowolnie i w terminie. Od tej sumy powodowi należały się jeszcze odsetki ustawowe od dnia po upływie terminu, w jakim pozwani mieli mu ją zwrócić – ponad 17 tys. zł. Oprócz tego pozwani, solidarnie z Markiem P., muszą zwrócić UFG ponad 15 tys. zł z tytułu kosztów postępowania apelacyjnego.

Wyrok jest prawomocny.

źródło: www.rp.pl